be my teenege dream ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Chciałam powiedzieć, że nie będę już pisać tego opowiadania. Wyszło mi wszystko z głowy, zapraszam na inne:
1. thatbeeasy < 33
2. so-strong with morelove < 33
3. was-perfect Nowy ! < 3333
Tagi: **
16.03.2012 o godz. 21:03

Rozdział piąty

Do miejsca ,w którym się zakochasz.


- Chodźmy się przejść. - zaproponował Justin po pewnym czasie tulenia dziewczyny do siebie. Może myślała, że przechadzka zrobi jej lepiej niż jego przytulne ramiona. Jak bardzo się mylił, Mel nie chciała niczego innego jak jego ciepła, ale sama nie potrafiła się do tego przyznać.
Dziewczynka tylko niechętnie mruknęła i wyszła z objęć chłopaka po czym przetarła twarz dłonią. Na raz wymusiła udawany uśmiech, że wszystko jest okej.
- Czy mogę zabrać sobie jedno ze zdjęć ? - zapytała Mel kiedy już wstawali z kremowego dywanu.
- Oczywiście, że możesz. - odparł Justin i podał dziewczynie parę zdjęć ,ale ona wybrała to jedno, które od początku jej się podobało. Kobieta siedząca nad jeziorem z szczerym uśmiechem na twarzy opatulona kocem.
- Dziękuję. - odezwała się Melani i przytuliła zdjęcie do swojej piersi zamykając oczy. Chłopak nie chciał jej przeszkadzać, bo wiedział jak to jest tęsknić za kimś kogo już nigdy nie zobaczysz. Tak samo tęsknił za swoim dziadkiem - Jimmy'm - był dla niego ideałem i wzorem. Justin brał z niego przykład i dlatego doszedł tak daleko nie zapominając o tym co jest ważne w życiu.
- Chodź Mel. - powiedział Justin i objął dziewczynę ramieniem wyprowadzając z pokoju. Założyli buty i otuleni kurtami wyszli na dwór. W prawdzie pogoda na spacer się nie nadawała, ale Justin chciał pokazać Mel jedno cudowne miejsce, a ona chciała z nim przebywać ile tylko może, nie wiedząc, że może być to niszczące dla nich obu.
- Gdzie idziemy ? - zapytała dziewczyna po paru minutach drogi.
- Do miejsca ,w którym się zakochasz. - zapewniał chłopak po czym złapał ją za rękę ,a Mel przeszedł przyjemny dreszcz. Ręce Justina były zimne, ale dla niej liczyło się to, że trzyma ją za rękę.
- To tutaj. - odezwał się chłopak kiedy doszli do małego jeziorka z mini plażą. Wiatr potrząsał drzewami, które stały naokoło jeziora a dziewczynie coś ten widok przypominał. Odruchowo wyciągnęła zdjęcie, które dostała od Justina i przyglądnęła mu się.
- To to miejsce. - wyszeptała.
- Tak. - potwierdził chłopak i poprowadził ją dalej wzdłuż plaży.
- Przyjeżdżam tu tak długo i nie miałam pojęcia, że jest tu tak piękne miejsce. - przyznała Mel podchodząc bliżej jeziora, które kołysało się w rytmie melodii ,którą gra wiatr.
- Wiele jest takich miejsc w LA, ale są rzadkością. - posmutniał chłopak i zaczął bawił się palcami dziewczyny.
- Rzeczywiście. - odpowiedziała Mel zaczarowana tym miejscem.

W drodze powrotnej nikt z nich się nie odezwał. Mel myślała, co takiego ma w sobie Justin, że nie może mu się oprzeć, że jej serce bije szybciej kiedy jest obok. A Justin zastanawiał się jak powiedzieć dziewczynie, którą zna niecałe dwa dni, że jest niesamowita i imponuje mu.
Może znajdą w sobie kiedyś odwagę, aby powiedzieć, że czują do siebie więcej, ale to za wcześnie.
- Wejdziesz na herbatę ? Dziadkowie się ucieszą. - zaproponowała Melani.
- A jak będzie z Tobą ? - powiedział Justin przybliżając się twarzą do dziewczyny. Patrzył jej wprost w niebieskie oczy, a ona po woli zatracała się w jego brązowych tęczówkach, aż traciła kontakt ze światem.
- Mnie też będzie miło. - wyjąkała zaczarowana urokiem Justina.

- Więc byłaś w miejscu gdzie przesiadywała Twoja mama ? - spytała babcia.
- Tak, nawet nie wiedziałam, że takie miejsce istnieje. - zaczęła opowiadać Melani o widokach i o panującej tam atmosferze. - Mam nawet jej zdjęcie stamtąd od taty Justina. - pochwaliła się dziewczyna i włożyła rękę do kieszeni ,aby pokazać dziadkom. Wyciągnęła zdjęcie i podała babci.
- To właśnie w tamtym miejscu. - powiedziała dziewczynka i uśmiechnęła się szeroko.
- Też chodziłam tam w młodości. - rozmarzyła się babcia. - Poznałam tam nawet Twojego dziadka. - przyznała z uśmiechem.
- Opowiedz nam babciu. - poprosiła dziewczynka.
- Może innym razem, teraz muszę jechać. - odparła.
- Gdzie ? - zapytała Melani.
- Na cmentarz do Twojej mamy. - odpowiedziała kobieta, a Mel szybciej zabiło serce.
- Czy ja też mogę ? - zapytał patrząc na babcię.

♥ ♥ ♥


Cześć, cześć ! Co u Was ,bo u mnie pełno śniegu ! Cieszę się, że było 9 komentarzy pod ostatnim rozdziałem i dziękuję bardzo za to ! < 3
8 komentarzy = NN
Tagi: 5
15.02.2012 o godz. 12:17

Rozdział czwarty


Dobrze jest wracać do normalności.



- Wiesz, właściwie jesteś bardzo podobny do Justina Biebera. - odezwała się Mel podczas wspólnego obiadu z jej dziadkami.
- Melani, to właśnie jest Justin Bieber. - wtrąciła babcia a dziewczyna zarumieniła się spoglądając na chłopaka. Mel nie przeglądała nigdy gazet o sławnych ludziach, ani stron plotkarskich. Zawsze znalazła ciekawsze zajęcie, niż połykanie wiedzy, która z gwiazd tym razem wyszła na diwę. Żyła w życiu, w którym nie była miejsca dla egoizmu.
- Nie wspominałeś ... - szepnęła blondynka z urazą.
- Nie pytałaś. - odpowiedział chłopak i charakterystycznie uniósł brwi. Melni lekko się zaśmiała po czym włożyła kawałek ziemniaka do buzi i popiła go sokiem malinowym.
- Wyglądacie już lepiej niż przed zakupami. - odezwała się babcia bacznie przyglądając się nastolatkom.
- I czujemy się lepiej. - odpowiedział Justin i ukazał rząd swoich białych, prostych zębów. Doskonale ukrywał siebie jako artystę, nie był wyniosły, ani w żaden sposób egoistyczny - przeciwnie.
- Więc czego jeszcze o Tobie nie wiem ? - spytała Mel, Justina, kiedy siedzieli w jej pokoju.
- Kiedy tu przyjeżdżam pracuje jako wolontariusz w szpitalu, udzielam lekcji gry na gitarze, pianinie i perkusji oraz angażuje się w życie mojej starej szkoły. To raczej rzeczy, o których nie często mówią w mediach. - dokończył chłopak i przybrał smutny wyraz twarzy. Miał rację, media manipulują ludźmi, pokazują tylko skandale. Każdy chce wiedzieć gdzie jest dany artysta, co robi, z kim się spotyka. Zapewne nie pamięta już co to prywatność i spokój. Kochany i znienawidzony, podziwiany i wyśmiewany, chwalony i krytykowany tak robią z każdym.
- Dobrze jest wracać do normalności. - odezwał się Justin opierając głowę o łóżko. - Na długo tu przyjechałaś ? - zapytał chłopak.
- Mam ferie zimowe. - odparła zakładając zielony sweter. - Jeżeli nie miałbyś nic przeciwko chciałabym zobaczyć zdjęcia Twojego taty z moją mamą. - wypaliła Mel na jednym oddechu i od razu tego pożałowała widząc wyraz twarzy chłopaka.
- Nie mam nic przeciwko temu. - uśmiechnął się nagle Justin i złapał ją za rękę wychodząc z pokoju.
Szybko znaleźli się na dole i założyli buty oraz kurtki.
Dziewczyna krzyknęła krótkie 'wychodzę' i wyszli na zewnątrz ,gdzie panował chłód a wiatr niemiłosiernie wiał w twarz.
- To tylko kawałek. - obiecał Justin.
Było tak jak powiedział. Minęliśmy dwa domy a chłopak otworzył drewnianą furtkę do żółtego domu i szliśmy po kamiennej dróżce. Justin otworzył przed Melani drzwi i zaprosił do środka.
- Jak ciepło. - odezwała się dziewczyna wchodząc do domu. Rozebrała się i czekała za tym co powie Justin.
Przeszli korytarzem i weszli do jednego z pokojów. Ten był fioletowy, na ścianach były wymalowane cytaty czarnym markierem. Efekt jaki sprawiał był zachwycający.
- Przyniosę zdjęcia. - powiedział chłopak i zniknął za drzwi podczas kiedy Mel przeszła obok komody i napotkała zdjęcie Justina kiedy był malcem - te same brązowe oczy i szczery uśmiech.
- Mam je. - odparł chłopak wchodząc do pokoju z niewielkim, białym karotenem. - Tata powiedział, że wpadnie do nas poznać córkę Mirandy. - dodał Justin z uśmiechem.
Położył przed nią pudełko i oboje usiedli na dywanie ciekawi zawartości kartonu. Otwierając je ich oczom ukazał się dosyć spory plik zdjęć. Mel chwyciła pierwsze z góry, było bardzo stare jeszcze czarno-białe. Przedstawiało mężczyznę i kobietę czyli tatę Justina i jej mamę. Inne różniły się tylko miejscami robienia zdjęć.
- Melani ? - zapytał gruby, męski głos. W drzwiach stał wysoki mężczyzna z brązową burzą włosów na głowie. Zapewne to tata Justina.
- Tak, dzień dobry. - odpowiedziała dziewczynka z uśmiechem.
- Szukasz informacji o mamie ? - spojrzał na przerzucane przez Mel zdjęcia.
- Przepraszam za pytanie, ale czy moja mama i pan, czy wy byliście razem ? - zapytała dziewczynka patrząc na zdjęcia, na których roiło się od uśmiechniętych twarz.
- Byliśmy bliskimi przyjaciółmi. - poprawił dziewczynkę, mężczyzna.
- Jaka ona była ? - spytała Mel głaszcząc zdjęcie.
- Cóż, zawsze uśmiechnięta, pełna życia. Chciała występować w Hollywood - uśmiechnął się tata Justina na samą myśl - ale nie udało jej się. Uwielbiała też śpiewać i rozbawiała wszystkich. Pewnego dnia pokłóciliśmy się, wyjechała i od tamtej pory się nie widzieliśmy. Parę lat później dostałem wiadomość, że nie żyje. - posmutniał mężczyzna i wpatrywał się w ich ostatnie zdjęcie podpisane 'Nie zapomnij najlepszych chwil ze swojego życia'. Justin przyglądał się reakcjom swoje ojca, może i on odniósł wrażenie, że jego tacie zależało na Mirandzie, że możliwe, że ją kochał, ale nie miał odwagi, aby powiedzieć jej o tym i ją stracił.
- Dziękuję. - powiedziała Melani. Mężczyzna nie odpowiedział. Wycofał się z pokoju a przed wyjściem delikatnie przetarł oczy.
- Jesteś tak samo piękna jak ona. - powiedział Justin kiedy już byliśmy sami.
Dziewczynka się uśmiechnęła i zaczęła płakać ,choć nie wiedziała czemu. Chłopak się do niej przybliżył i objął ramieniem tak, że Mel poczuła się bezpieczna. Jeszcze mocniej przylgnęła do niego a jej łzy moczyły jego koszulkę. Chciała trwać w takiej pozycji już zawsze, do skończenia dni. Nie wiedziała tylko czy będzie to możliwe.

♥ ♥ ♥


Witam bloblogowiczów z soboty rana jak na mnie. Dziękuję za 8 komenatrzy (mało Was czyta,ale to co) Nie wiem czy nie popełniłam dwóch błędów w tym rozdziale - 1. To ,że Justin jest jednak sławny, 2. To, że Mel powiedziała mu o mamie. Naprawdę nie wiem jak to wyjdzie, ale zobaczymy. Uściski i całusy dla Was ! < 3
7 komentarzy = NN
Tagi: 4
11.02.2012 o godz. 11:57

Rozdział trzeci

Przepraszam nie wchodziło w grę.



Mel obudziła się z pierwszymi promieniami jesiennego słońca, które gładziły jej bladą twarzyczkę, którą zaś zasłaniały blond włosy dziewczynki. Ruchem dłoni odsunęła je z twarzy i nie otwierając oczu przewróciła się na drugi bok, choć wiedziała, że już nie będzie potrafiła zasnąć.
Po pięciu minutach Mel zdecydowała się wstać. W pokoju panowało przyjemne ciepło bijące z kaloryferów przymocowanych na ścianie, kilka centymetrów nad podłogą.
Dziewczynka leniwym krokiem wyszła z pokoju zabierając ze sobą zestaw nowych, ciepłych ubrań, ale przed tym wysmarkała nos w białą chusteczkę.
Znalazła się w łazience wyłożonej lekko różowymi płytkami na całej powierzchni ścian i podłodze. Od ostatniego razu jej wizyty przybyła tutaj pralka oraz nowa wanna i o wiele większe lustro powieszone na zachodniej stronie pomieszczenia tuż nad umywalką. Mel nachyliła się nad nią i dokładnie przemyła twarz i umyła zęby. Przebrała się w świeże ubrania ,a włosy związała w niesfornego, wysokiego kucyka.
Wyszła z łazienki i zeszła na dół po schodach, gdzie w kuchni czekali na nią dziadkowie. Już od samej góry słyszała rozmowy i śmiechy dochodzące z pokoju. Ciekawiło ją kto taki odwiedził jej rodzinę.
Znalazła się w kuchni, gdzie siedzieli jej dziadkowie z uśmiechniętymi buziami, a tyłem do niej usiadł chłopak o brązowych włosach. Dziewczynka lekko kaszlnęła i sprowadziła na sobie wzrok wszystkich w pomieszczeniu.
- O ! Melani, wstałaś. - powiedziała babcia i odchyliła jej jedno z krzeseł przy stole. Dziewczynka podeszła do niego i usiadła na nim miesząc wzrokiem chłopaka naprzeciwko niej. Jego brązowe włosy były ułożone w lekki nieład i podkreślały znakomite uroki twarzy chłopaka. Miał on malinowe, pełne usta i czekoladowe oczy wpatrujące się w kawałek ciasta przed sobą z lekkim uśmiechem. Nie raz podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę, ale raz po tym znów ją opuszczał.
- To Justin. - powiedział dziadek i puścił oczko do Mel, która się zaczerwieniła. Babcia położyła przed dziewczynką miskę pełną mleka i płatków czekoladowych to dziwne, bo zamiast małych kuleczek widziała brązowe oczy Justin, chłopaka, który siedział naprzeciwko niej i właśnie brak kawałek ciasta do ust.
- To ja się będę zbierał. - chrząknął chłopak i podniósł się od stołu. Twarz Mel przybrała smutek i raczej zauważyła to jej babcia.
- Przecież możesz zostać. - odezwała się kobieta. i skłoniła chłopaka ,aby jednak usiadł.
- Nie chciałbym sprawiać nikomu problemu. - podkreślił ostatnie słowa.
Mel chciała się odezwać, że wcale jej nie przeszkadza, bo w tym przypadku kategorycznie chodziło mu o nią, jednak nie zabrała głosu.
- Moglibyście iść razem po zakupy. - zaproponował dziadek, a dziewczynka zadławiłam się płatkami. Oczywiście każdy to zauważył a tym bardziej Justin patrząc na nią ze smutkiem.
- To dobry pomysł - poparła babcia i zaczęła wypisywać na małej kartce wszystko co było jej potrzebne. Skończyła po upływie jakiś 10 minut kiedy Justin wpatrywał się w sufit lekko odchylony w tył. - Proszę dzieci. - podała kobieta Mel kartkę i pieniądze.
Dziewczynka niechętnie przejęła z rąk babci rzeczy i przeszła przez mały korytarzyk zaczynając ubierać na siebie płaszcz, szalik, czapkę i buty na nogi.
- Jeżeli nie chcesz. - odezwał się Justin swoim niepewnym głosem stojąc przed nią. Dopiero teraz zauważyła, że miał na sobie czarne, luźne spodnie opuszczone w dół i koszulkę na krótki rękaw o tym samym kolorze.
Mel nie odpowiedziała na słowa chłopaka tylko mruknęła pod nosem i podała mu kurtkę wiszącą przy drzwiach.
Nawet nie wiedziała czemu go tak traktuje - chłodno i nie uprzejmie. Prawdę mówiąc nie po to przyjechała tutaj.
Drogę do marketu znała na pamięć. Wiatr powiewał lekko ciągnąc za sobą sznur kolorowych liści a latarnie oświetlały ulicę pełną ludzi.
- Skąd jesteś ? - zapytał chłopak doganiając Mel.
- Nie rozumiem po co Ci taka informacja. - odrzekła dziewczynka i próbowała udawać obojętną.
- Za to ja nie rozumiem, czemu mnie tak traktujesz. - odezwał się zezłoszczony chłopak.
- Może dlatego, że wpieprzasz się w życie moich dziadków ? - wysyczała Mel i minęła chłopaka będę przed nim o 3 kroki dalej.
- Ja im tylko pomagam. - wykrzyczał chłopak za nią, a dziewczyna już się nie obejrzała.
Nienawidziła przyznawać się do win lub błędów, choć bardzo często je popełniała i zaprzeczała przy tym sama sobie. Tym razem było tak samo, bo co miała powiedzieć ? Przepraszam nie wchodziło w grę.W prawdzie sama nie wiedziała w co ona takiego pogrywa.
Sama pognała do sklepu i zakupiła wszystkie produkty, które były na kartce od babci. Pod sam koniec dziewczynka zorientowała się ,że nie da rady sama zanieść tego wszystkiego do domu. Postanowiła, że zabierze teraz jeden worek a po drogi przyjdzie za chwilę. Wychodząc ze sklepu wpadła na wyższego od siebie chłopaka w czarnej kurtce i markowych suprach.
- Może pomóc ? - zapytał cwaniackim głosem.
- Nie zaczynaj. - odpowiedziała i podała chłopakowi worek z prowiantem a po drugi wróciła do sklepu.
Po chwili szli po chodniku i oboje nieśli po ciężkiej reklamówce w ręce.
- Więc jestem z Nowego Yorku. - odezwała się Mel.
- Jesteś strasznie podobna, do przyjaciółki mojego taty, którą ma na zdjęciach. - powiedział Justin. Melani zabiło mocniej serce, ktoś z jego rodziny znał podobną do niej osobę, która mieszkała właśnie tutaj.
- Wiesz może jak miała na imię ? - zapytała dziewczynka.
- Mi ... Nie potrafię sobie przypomnieć. - odpowiedział chłopak drapiąc się wolną ręką po głowie.
- Miranda ? - spytała dziewczynka i obje zatrzymali się tuż przed domem dziadków Mel, która teraz patrzyła się w brązowe tęczówki chłopaka, które błyszczały.
- Tak, właśnie. Miranda. - potwierdził chłopak kiwając głową.
- To moja mama. - odezwała się dziewczynka z uśmiechem, bo wiedziała, że dzięki temu chłopakowi pozna więcej szczegółów o swojej zmarłej matce, którą chce opisać w ważnym referacie szkolnym, jednak to na razie miało zostać tajemnicą.


♥ ♥ ♥

Więc najbardziej dziękuję anonimowym osobom za komentarze, ale tak samo dziękuję tym co komentując ze swoich kont na bloblo. Otóż w tym rozdziale pojawił się Justin. Czy to dobrze ? Sama nie wiem. Tak na niego czekaliście, że nie mogłam inaczej. Jednak tak jak mówiłam, nie jest sławny, co możliwe, że zmienię po pewnym czasie, ale dziękuję Wam < 3

7 komentarzy = NN
Tagi: 3
07.02.2012 o godz. 12:03

Rozdział drugi

Jeszcze mogła się cofnąć, zatrzymać i zrezygnować, ale nie potrafiła.



Już następnego dnia Mel dotykała zimnej szyby ciemnego samochodu siedząc w jego wnętrzu opatulona szalem, wełnianą czapką, zimową kurtką a jej nogi ogrzewały ciepłe buty.
Cieszyła się na myśl, że już wcześniej pojawi się w domu dziadków. Szkoda, że zasmarkana i kaszlająca.
Po chwili ruszyli z pod domu i Melani widziała tylko znikający obraz swojego domu. Wyjechali na drogę a dziewczynka zaparła się plecami do fotela po czym głośno wciągnęła powietrze.
Miała zostać odstawiona na lotnisko, a dalej radzić sobie sama. Dziewczynka pierwszy raz miała lecieć samolotem i odczuwała strach przed wejściem na pokład. Widziała i słyszała o wielu katastrofach lotniczych i przyrzekała sobie, że nigdy nie wzniesie się w niebo. Teraz musiała złamać daną sobie obietnicę.
Gdyby miałaby jechać samochodem z Nowego Yorku do samego LA podróż trwałaby aż dwa dni bez przystanków - tego by Mel nie wytrzymała.
Po mimo swoich uprzedzeń zgodziła się na lot samolotem, co nie znaczy, że jej strach zniknął. Wciąż nie może sobie wyobrazić siebie siedzącej w wygodnym fotelu, unoszącą się w powietrzu, tysiące kilometrów nad Ziemią, gdzie może podziwiać chmury.
Po kilku minutach znaleźliśmy na na Nowo Yorskim lotnisku gdzie stanęła przed olbrzymimi drzwiami i tak naprawdę chciała tylko wrócić do swojego pokoju, ciepłego pokoju z widokiem na wielki ogród.
Teraz nie było odwrotu Mel musiała się zmierzyć ze swoim lękiem tu i teraz. Po woli przekroczyła próg wejścia i od razu tego pożałowała.
Wiele pomieszczenie, pełne ludzi biegających we wszystkie strony, szklane ściany przed które można było dostrzec
wielkie maszyny na pasach startu, których Mel tak bardzo się obawiała.
Zmierzyła w kierunku pokwitowania biletów, nadała bagaż ,który ciągnęła za sobą przez cały czas - filetowa walizka na plastikowych kółkach była dla niej ciężarem.
Nie minęła chwila jak przechodziła przez korytarz do wnętrza maszyny. Stawiała krok za krokiem i liczyła każdy z nich. Jeszcze mogła się cofnąć, zatrzymać i zrezygnować, ale nie potrafiła.
Wiedziała, że nie może tak po prostu zrezygnować przez swoje lęki, nie tego ją uczyli w szkole i w domu.
Znów skupiła się na krokach i przeszła przez korytarz znajdując się w przejściu na pokład samolotu. Jej noga się wahała czy wsiąść czy nie, jednak rozum miał większą przewagę i dziewczynka usiadła w fotelu w klasie bisness.
Ostatni raz spojrzała przez okno na suchy ląd i zwróciła oczy ku 'niebu' prosząc, aby nic się nie stało podczas jej lotu.
Musiała znaleźć się w LA, wypytać o wszystko dziadków i poznać swoją zmarłą matkę.
Nagle rozległ się głos kapitana, który prosił o zapięcie pasów. Zrobiła to po czym zamknęła oczy i poczuła lekkie pchnięcia do przodu po czym znaleźli się w powietrzu.
Nie mogła w to uwierzyć, latała na jawie choć nigdy o tym nie śniła.

Gdy podchodzili do lotu Mel mocniej wpięła się w siedzenie i zacisnęła oczy, gryząc dolną wargę. Cały lot przebiegł pomyślnie, żadnych turbulencji, aby wypadków po drodze. Wcale nie było źle.
Na koniec kapitan dziękował załodze a pasażerowie udali się do wyjścia.
Mel wyszła na zewnątrz po schodach, odebrała swój bagaż po czym usiadła na niebieskim krześle i wypatrywała swojej babci lub dziadka.
Nagle spośród tłumu wyłoniła się chuda postać o kręconych, siwych włosach z kapeluszem na nich. Melani pomachała do niej z uśmiechem. Kobieta najpierw nie zauważyła dziewczynki, ale zaraz po tym podeszła do niej i przywitała się ściskając.
- Kochanie, znów z nami jesteś. - odezwała się babcia swoim grubym, ale przyjemnym głosem. Ubrana była w jesienną kurtkę koloru brązowego i dżinsowe spodnie. Po mimo swojego wieku babcia dziewczynki zachowała figurę sprzed lat i bardzo dobrze wyglądała. - Dziadek czeka w aucie, chodźmy. - powiedziała kobieta i złapała Mel za rękę.
Wyszły na parking lotniska i zmierzyły do srebrnego auta marki, której Melani nie rozpoznała, bo nie bawiła się w sprawy tego typu.
- Dziadek ! - krzyknęła widząc siwego mężczyznę przeciągającego się obok auta. Miał na sobie szalik i czapkę z daszkiem naciągniętą na głowę oraz sztruksowe spodnie i czarną, skórzaną kurtkę. Dziadek Mel rozłożył ręce widząc swoją już nie małą księżniczkę i mocno ją przytulił kiedy wpadła mu w ramiona.
Wszyscy wsiedli do auta i odjechali z piskiem opon do domku dziadków, który Mel uwielbiała ponad wszystko. Może to to, że było tam tak przyjemnie ? Że czuła się bezpiecznie ? Że byli tam jej dziadkowie ? A może to to, że czuła obecność swojej mamy ?
Orzeźwionym krokiem wysiadła z samochodu i pobiegła do drzwi domu. Nie zmienił się z wyglądu oprócz tego, że teraz jego kolorem całościowym był kremowy, ale to nie była zbyt wielka różnica z poprzednia barwą.
Melani radośnie wbiegła do wnętrza domu kiedy babcia otworzyła drzwi i nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Po mimo tego, że jeszcze przed chwilą czuła się koszmarnie chora, teraz była pełna energii i nikt nie mógł tego zepsuć.
Kiedy wbiegłam po schodach i znalazłam się w moim starym pokoju ,który był urządzony jak kiedyś. Pełny fioletu - jej ulubionego koloru. Nic się nie zmieniło. Pełno zdjęć na ścianach i piękny uśmiech jej mamy, który rozjaśniał cały
pokój.

♥ ♥ ♥


Dziękuję, dziękuję za wszystkie komentarze, które sprawiły, że moja gęba się uśmiechnęła. < 3
7 komentarzy = NN
Tagi: 2
06.02.2012 o godz. 16:02

Rozdział pierwszy

Może śmierć byłoby prostsza.


Blade rączki Melani napotkały gałkę od drzwi jej domu. W prawdzie nie mogła go nazwać domem przebywając w nim sama z gosposią. Dziewczyna wyjęła srebrny klucz z kieszeni i wycelowała w odpowiednią dziurkę, przekręciła go i usłyszała jak drzwi odskakują - uchylając się.
Postawiła swoje nogi na kafelkach we wnętrzu mieszkania i nacisnęła włącznik światła w tej części pokoju. Rozpięła kurtkę i zdjęła szal oraz trampki po czym odłożyła je do miejsc przeznaczonych na ubrania - trampki powędrowały do komody pełnej butów, kurtka i szal na wieszak.
Melani chwyciła torbę i zmierzyła go kuchni gdzie przebywała pani Hill, która u nas sprzątała i gotowała.
W prawdzie dziewczyna cieszyła się z jej obecności, przynajmniej nie spędzała całych popołudni na nauce lub siedzeniu na jednym z portali internetowych rozmawiając z jakimkolwiek z przyjaciół.
- Dzień dobry. - odezwała się kobieta widząc Melani z lekkim uśmiechem. Właśnie doprawiała kotlety, które miały zostać przygotowane na uroczystą kolację ojca z urzędnikami miasta.
Zgadza się, tata Mel był szanowanym prezydentem Nowego Yorku jeżeli można tak to nazwać, coraz bardziej zatraca się w życiu politycznym, a dla rodziny zwyczajnie brakuje mu czasu, ale dziewczyna nie miała mu tego za złe. Przecież rozumiała jego starania. Robił wszystko, aby miała z czego żyć, w co się ubrać. Jednak ojciec nie rozumiał, że Mel nie potrzebne są firmowe ubrania, ale odrobinę ciepła rodzinnego, poczucia, że jest kochana.
- Dzień dobry - odpowiedziała po chwili do pani Hill.
- Wyglądasz na zmęczoną Melani. - odezwała się kobieta i zdjęła foliową rękawiczkę z ręki po czym przejechała dłonią po czole dziewczynki. - Dziecko ! Ty masz gorączkę. - powiedziała zdenerwowana kobieta i odrzuciła swoją teraźniejszą pracę, aby zaprowadzić ją do łóżka.
Mel chciała zaprotestować, bo nie czuła się źle, ale kobieta nie dała się zmylić. Podtrzymując dziewczynkę weszły po kamiennych schodach prowadzących do jej pokoju. Pani Hill uchyliła drzwi i podprowadziła blondynkę do łóżka gdzie okryła ją fioletowa pierzyną i zniknęła za drzwiami po tabletki.
Dziewczyna nabrała powietrza w płuca i wypuściła je z trudnością. Dopiero teraz poczuła, że naprawdę coś jej może być. Gardło paliło ją niemiłosiernie przy każdym połknięciu śliny. Mając otwarte oczy Mel wgapiała się w ścianę o kolorze zielonym, była to radosna barwa, która aż prosiła o uśmiech dziewczyny, jednak nie było ją na niego stać.
Ferie zaczynały się za niecałe 3 dni, a Mel leżała chora w łóżku i sądziła, że już prawie umiera. Może śmierć byłoby prostsza. Umrzeć. Mieć wszystko gdzieś, bo byłaby na innym świecie. Może wtedy Melani spotkała i poznała swoją mamę. Nagle drzwi do pokoju się uchyliły i do pokoju weszła pani Hill i mężczyzna, którego dziewczyna kojarzyła z wcześniejszych wizyt.
- Dzień dobry. – powiedziała Mel słabym głosem po raz drugi dzisiejszego dnia.
- Witam młoda damę. – odpowiedział radośnie mężczyzna z siwym wąsikiem po nosem.
Na początek dziewczyna dostała tabletki wzmacniające a następnie pan Fell zbadał ją i zajrzał do buzi.
- To angina. – stwierdził po dłuższym opatrzeniu.
Mel wiedziała co to oznacza. Już kiedyś była chora na anginę, wiedziała, że wyleczenie może potrwać połowę ferii ,które przeznaczyła na odgadnięcie kim była jej mama.
- Spokojnie Melani, wyjdziesz z tego. – uśmiechnął się lekarz, myśląc, że dziewczyna się właśnie tym przejęła.
- Ile to potrwa ? – zapytała kaszlając i podcierając nos chusteczką higieniczną.
- Cóż, do ferii powinnaś być zdrowa, ale musisz stosować się do moich zaleceń. – powiedział srogo pan Fell i podał kobicie ,która stała z boku i bacznie się przyglądała kartkę na której była zapisana instrukcja jak obchodzić się Mel do ferii zimowych.
Dziewczynka tylko pokiwała dłonią i obiecała, że zastosuje się do zaleceń, gdyż nie miała innej opcji, jeżeli chciała spędzić wakacje zimowe z dziadkami podążając za tropem swojej mamy.
Mel przebrała się w luźne dresy i koszulkę po czym z powrotem weszła pod kołdrę biorąc ze sobą swojego laptopa. Uruchomiła go bardzo szybko i włączyła swój ulubiony serial ‘Pamiętniki wampirów’. Zaczęła oglądać wszystkie odcinki od pierwszego sezonu podziwiając urok Stefana. Wgapiała się nie wiem po co w laptopa ,aż Morfeusz oplótł ją swoimi ramionami i zabrał do siebie.

Mel obudziła się z pierwszym podmuchem zimnego powietrza. Leniwie otwarła oczy naciągając na siebie kołdrę. W końcu przemogła się i wstała zamykając okno. Pewnie pani Hill była u niej w nocy i uchyliła okno. Zaraz po jego zamknięciu usłyszała kroki i wróciła do łóżka sprawiając wrażenie, że cały czas w nim leżała. Obróciła się w kierunku drzwi a one uchyliły się a do pokoju wszedł jej tato w czarnym garniturze z krawatem w srebrne paski.
- Jak się czuje moja królewna ? – zapytał i pocałował Mel w czoło.
- O wiele lepiej niż wczoraj. – oznajmiła.
- Wiesz, myślałaś już nad feriami ? – zapytał ojciec.
- Chciałam jechać do dziadków. – odpowiedziała dziewczyna i spojrzała na tatę.
- Widzisz, nie będzie mnie w domu od jutra po sam koniec ferii i tak się zastanawiam czy już dziś nie odwieść Cię do LA. – powiedział tata na co Melani uśmiechnęła się najszerzej jak mogła.
- Nie mam nic przeciwko. – odezwała się dziewczyna.
W tej chwili zadzwonił telefon taty Mel.
- Muszę odebrać. – powiedział zniesmaczony i wyszedł z pokoju zostawiając uchylone drzwi.
Melani opadła na poduszkę i lekko westchnęła zagryzając wargę. Nie wiedziała już jak zacząć poszukiwania mamy, a raczej jej śladów życia na Ziemi. Wiedziała jedno. Nie spocznie póki nie dowie się wszystkiego.

♥ ♥ ♥


Chciałam podziękować wszystkim, którzy tu zajrzeli. Ja wiem, że to opowiadanie nie wygląda na ciekawe, ale uwierzcie ,że się staram i dołożę maximum pracy, aby był dobry jak inne, które uwielbiacie czytać.
6 komenatrzy = NN
Tagi: 1
05.02.2012 o godz. 13:41

Prolog


- Każdy z Was napisze referat o bliskiej Wam osobie, której nigdy nie poznał. - powiedziała kobieta o długich, kręconych włosach, która patrzyła na całą klasę z nad okularów, aż zadzwonił dzwonek.
Jedna dziewczyna ubrana w luźny T-shirt, dżinsowe spodnie i drogie, markowe trampki spakowała książki do torby i ręką przeczesała blond włosy.
- Czy to musi być osoba, która wciąż żyje ?- spytała dziewczyna podchodząc do biurka nauczycielki.
- Co masz na myśli ? - zapytała kobieta.
- Chciałam opisać moją mamę. Jest mi bardzo bliska, ale nigdy jej nie spotkałam i nie życie. - powiedziała blondynka na jednym oddechu.
- Tak Melani, to dobry pomysł. - odpowiedziała kobieta i lekko pchnęła dziewczynkę w kierunku wyjścia z klasy biorąc do ręki swoją teczkę.
Melani w drodze do domu zastanawiała się co napisać o kobiecie, którą zna tylko z nieczęstych opowieści swojego ojca. Prawdę mówiąc słyszała o niej parę razy od 17 lat. Jedynie dziadkowie nie szczędzą słów w opowieści o swojej zmarłej córce - Mirandzie - ale u nich też bywa rzadko.
Wiatr lekko kołysał drzewami w parku przez który szła dziewczyna owinięta białym szalem - nic dziwnego, był środek jesieni, a zima już pukała do drzwi.
Jednak Melani nie przejmowała się chłodem ani tym, że jej małe blade rączki zamarzają, a policzki sinieją z zimna.
W głowie planowała wyjazd do dziadków na ferie zimowe i opisanie nieznanej osoby, za którą tęskni najbardziej na świecie.

* * *

Cześć Wam !
Jednak postanowiłam wrócić do pisania na tym blogu, ale z zupełnie inną fabułą i ogółem.

Otóż będzie w tym opowiadaniu Justin, ale nie sławny do pewnego momentu ! :]
Zapraszam do czytania !

6 komentarzy = NN
Tagi: prolog
04.02.2012 o godz. 14:52

Przemyślenia ...

Uważam, że nie umiem pisać o księżniczkach. W przedszkolu chciałam być jedną z nich, ale teraz wszystko przeszło, bo to przecież życie.
Tak czy inaczej zawieszam pracę nad tym blogiem i skupiam się nad thatbeeasy.bloblo.pl.
Jeżeli tutaj wrócę to pewnie z nowym rozdziałem, ale totalnie odmiennym opowiadaniem ; ]
Dziękuję Waam za wszystko ! : *
Tagi: *
15.01.2012 o godz. 13:14

2."Ja nie przeklinam. Ja używam wzmacniacza zdania."

* * * Oczami Justina * * *


- Ja pierdole ! Kurwa mać ! - krzyknąłem patrząc na swojego laptopa.
- Słowa nowej piosenki ? - zapytała sarkastycznie Anastazja wchodząc do mojej garderoby.
- Mogłabyś pukać - odezwałem się z grymasem na twarzy.
- Oszczędź sobie. - uśmiechnęła się z pogardą i usiadła na małej kanapie kładąc nogi na stół.
- W domu nie nauczyli kultury ? - zapytałem i jej nogi znalazły się na podłodze.
- Mogłabym zapytać o to samo. - zauważyła sprytnie.
- Ja nie przeklinam. - odezwałem się w swojej obronie. - Ja używam wzmacniacza zdania. - powiedziałem krzyżując ręce na piersiach.
- Dobrze Bieber, nie tłumacz się mnie tylko szukaj argumentów dla Scooter'a. - powiedziała wstając z kanapy i podążając w kierunku wyjścia.
- Jak to Scooter'a ? - zapytałem z nie dowierzaniem. Mój menadżer ostatnio był miły i spokojny, więc co się mogło stać.
- Masz kłopoty Bieber, tyle Ci powiem. - odezwała się Anastazja i wyślizgnęła z garderoby.
* * *

- Justinie Drew Bieberze ! - krzyknął rozwścieczony Scooter.
- Co się stało ? - zapytałem lekko zdziwiony.
- Jeszcze pytasz ?! - rozzłościł się mój menadżer.- Dotykanie fanek po pupie to nie najlepszy sposób na podryw. - oświecił mnie Scooter.
- Ta była wyjątkowo ładna, jak się nazywała ? Anna, Anie może Aniel ? Wypadło mi z głowy. - przywarłem palcem do brody i próbowałem się skupić.
- Jeszcze jeden taki wybryk i pogadamy inaczej a teraz marsz na próbę ! - krzyknął wskazując palcem na drzwi.
Robiąc głupie miny opuściłem pomieszczenie i przeszedłem długi korytarz wchodząc do ogromnej sali oświetlonej milionami świateł.
- Zrobisz to co zawsze. - odezwał się Rayn. - Oczaruj ich, wbiegnij na scenę i rozgrzej te nastolatki - mój stylista walnął mnie w ramie i odszedł w kierunku Scooter'a ,który też zjawił się na sali.
- Bieber wskakuj na scenę. - rozkazał.
Przeszedłem przed zabezpieczenia przed zwariowanymi fankami i obszedłem scenę od tyłu wchodząc po schodach. Muzyka rozbrzmiała w moich uszach i rytmicznie zacząłem tańczyć w ustalony wcześniej układ. Śpiewałem 'Love me' ta piosenka opowiadała o mnie - 'Kochaj mnie, a nie moje pieniądze'. Dla niektórych to banalnie proste, ale nie dla mnie. Ja nie potrafię znaleźć dziewczyny, która będzie ze mną spędzać czas w zamian nic nie oczekując, nie ma takiej, które chce ze mną spędzać czas ,bo lubi mnie. Była jedna - Caitlin, ale ona jest rozdziałem zamkniętym - zeszmaciła się a była taka piękna, mądra i radosna. Straciła wszystko.
- Justin ! Czy ty mnie słuchasz ?! Od początku ! - krzyknął Scooter i z rezygnacją machną ręką.
- Nie będzie głupiego koncertu ! - wtedy i ja krzyknąłem i wyszedłem.
Pognałem na górę do mojego tymczasowego pokoju i usiadłem wygodnie w miękkim fotelu, który był idealnie na przeciw okna ,z którego było widać jezdnię.
Wszystkim tak się śpieszyło, wszyscy chcieli wszędzie być, wszystko wiedzieć i widzieć, ale nie dostrzegali swoich codziennych potrzeb.
Odpaliłem TV i przeniosłem się na kanał o Anglii, uwielbiałem ją. Mieli cudowną tradycję, kulturę zupełnie jak Polska. Byli sobą i się tego nie wstydzili.
' Królowa Emilia Lopez wczoraj ogłosiła zaręczyny swojej jedynej córki. Nie wiadomo czy młodzi są w sobie zakochani, ale widać, że to wszystko było z góry zaplanowane'
Prezenterka komentowała sytuację w Wielkiej Brytanii, aż współczułem tej księżniczce, związanie się z kimś kogo się nie kocha, w dodatku na całe życie to jak być kogoś niewolnicą.
- Justin, nie możesz tak robić. - do pokoju wszedł tata i usiadł obok mnie.
- Nie możemy odwołać koncertu ,bo masz taki kaprys. Wiesz ile fanek przyjdzie ? - zaczął mój ojciec.
- Niech Scooter się tak nie zachowuje. - powiedziałem patrząc w telewizor.
- Posłuchaj synu, umówiliśmy się, że jeżeli pomysł ze śpiewaniem wyjdzie zostaniesz tym samym człowiekiem, a ja będę Ci w tym pomagał. Chcesz zerwać umowę i wrócić do Kanady ? - spytał tata patrząc mi w oczy.
- Raczej nie. - odezwałem się.
- Teraz wracaj na dół i dokończcie tą próbę. - powiedział tata i wyszedł z pokoju.

Przez resztę dnia siedziałem na sali ćwicząc układy. Przyznam, że panowanie nad tekstem, głosem i swoimi ruchami jest trudne. Zawsze oglądając inne gwiazdy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Teraz wiem jak to jest.
'Chciałeś sławy Bieber ,to masz ! ' - pomyślałem.

* * *

Wiem, znów czekaliście, ale teraz dopiero gdzieś w środę dodam nowy.
Dziękuję Wam za obserwujących, komentarze i za to ,że jesteście !
7 komentarzy = NN
Tagi: 2
08.01.2012 o godz. 13:28

1. "Nie mogę sama dokonać wyboru z kim będę przez resztę życia ?"


Tuż po zakończeniu zajęć podjechało po mnie wielkie czarne auto. Po bokach miał przywieszone mini flagi Anglii. Za każdym razem gdy je widziałam zastanawiałam się dlaczego jest taki ogromny skoro jeżdżę w nim tylko ja ? Chcą dodatkowo podkreślić, że jestem księżniczką ?
Jak zwykle bez protestu wsiadłam do auta i odjechaliśmy w kierunku pałacu.
Droga wiła się w nieskończoność. Nie mogłam już wysiedzieć w fotelu. po tylu kilometrach ,których w nim przejechałam miałam zwyczajnie dosyć.
- Panienko jesteśmy - odezwał się mój szofer George.
Uprzejmie podziękowałam, jak za każdym razem i wysiadłam z samochodu.
Moim oczom ukazał się widywany przeze mnie codziennie ogromny pałac ozdobiony złotem, a także pokryty kremową farbą. Cały 'dom' włącznie z ogrodem był ogrodzony płotem. Prawie na każdym kroku stali strażniki, pilnując porządku.
Coraz bardziej traciłam wiarę ,że nasz sobotni plan się powiedzie, gdy patrzyłam na czuje oczy mężczyzn.
Wchodząc do pałacu trzeba było pokonać ze 40 schodów w górę. Na każdej zewnętrznej ścianie było ze 20 okien, co według mojej matki dawało cudowny efekt.
Wchodząc, czy będąc w domu czułam się w jak muzeum. Musiałam uważać za każdy razem kiedy szłam, siedziałam czy po prostu wychodziłam.
Sprzątaczki siedziały u nas cały czas i wycierały każde, nawet najmniejsze zabrudzenia, aby pałac wyglądał idealnie.
Weszłam do domu i poczułam woń najdroższych perfum mamy. Od samego wejścia witali mnie wszyscy. Pytali o dzień, chwalili mój dzisiejszy wygląd. Za każdym razem serdecznie się uśmiechałam i dziękowałam.
Po skręcanych schodach udałam się do swojego pokoju. Nie był urządzony w stylu przeciętnej nastolatki. W końcu taką nie byłam.
Od kiedy pamiętam spałam na wielkich łóżkach z rozłożystymi baldachimami, nie miałam prawa wyboru jaki wystrój pokoju mi się podoba. Choć miałam pieniądze na wszystko, nie miałam.
Szczerze zazdrościłam dziewczynom, które normalnie umawiają się na randki, spotykają się z przyjaciółmi, chodzą do normalnego liceum i mają życie, którego ja mieć nie mogę.
Wchodząc do pokoju zrobiłam to co zawsze. Odłożyłam torbę w odległą cześć pokoju i skierowałam się do łazienki biorąc ze sobą ubrania 'godne księżniczki'. Nie mogłam pojąć jak godzę się na to wszystko, raczej ze względu na moją mamę i wszystkich innych, którzy wywierali na mnie ogromną presję.
Powtarzali, że kiedyś to ja zasiądę na tronie, i Anglia będzie w moich rękach.
Nie chciałam dla siebie takiego życia, lecz wszyscy uważali ,że to zaszczyt.
Będąc w łazience udałam się pod prysznic gdzie umyłam swoje ciało perłowym balasem, włosy truskawkowym szamponem. Zaraz po wszystkich czynnościach wysuszyłam długie brązowe włosy zakręcając je w fale. Następnie ubrałam się w wybraną wcześniej sukienkę i zrobiłam delikatny makijaż.
Schodząc po schodach zobaczyłam moja mamę siedzącą w wielkim salonie, która dyskutowała z jednym ze strażników.
- Cześć mamo. - odezwałam się radośnie.
- Witaj Marino, przygotuj się za chwilę pojawi się u nas lord Frank ze swoją rodziną. - powiedziała mama po czym znikła za drzwiami.
Znów to samo. Czy ona znajdzie dla mnie kiedyś czas ?
Szłam przez wielki korytarz i bawiłam się swoimi włosami. Dotarłam do końca i wyszłam przed białe drzwi na altankę z tyłu pałacu ,z której można było zobaczyć cały ogród.
Wszystkie krzaki, drzewa i trwa były przystrzyżone w równym stylu. Kwiaty zdumiewająco piękne zajmowały połowę powierzchni ogrodu i zapierały dech w piersiach swoim pięknem.
- Chce panienka zobaczyć nowy nabytek ? - zapytał jeden z ogrodników.
- Owszem. - przytaknęłam i ruszyłam za nim.
Ogrodnik o imieniu Hans prowadził mnie przed wysypaną kamieniami dróżkę na sam środek ogrodu. Z dala zobaczyłam namiot. Nie był on zwykły lecz piękny w odcieniach fioletu.
- Po co on tu stoi ? - zapytałam zaciekawiona podchodząc bliżej.
- Niedługo Twoje zaręczyny, gdzieś musi się odbyć ceremonia. - odpowiedział z uśmiechem.
- Słucham ?! - krzyknęłam i pobiegłam po kamykach do środka pałacu.
- Mamo ! - zawołałam już w środku.
- Tak ? - zapytała delikatnie unosząc swój głos.
- Co to znaczy, że niedługo będę moje zaręczyny ? - zapytałam nerwowo chodząc po pokoju.
- Musisz wyjść za mąż. Znaleźliśmy Ci idealnego partnera. To syn lorda. Za chwilę się zjawią. Bądź grzeczna. - mama uśmiechnęła się i przeszła do drugiego pokoju. Nie chciałam dać jej za wygraną więc poszłam za nią.
- Nie mogę sama dokonać wyboru z kim będę przez resztę życia ? - podeszłam do niej i spojrzałam w oczy.
- Nie wybrałabyś najlepiej. - Matka pokręciła głowę i chwyciła mnie za ramiona. - On jest cudowny. - zapewniała.
- Kiedy nie chcę go poślubić ! - krzyknęłam i wbiegłam do swojego pokoju, gdzie padłam na łóżko przygnieciona problemami.
Dlaczego oni mi to robią. Nie chcę wychodzić za mąż. Nie teraz, przecież świat czeka na mnie otworem, Justin czeka a ja muszę spędzić reszta dnia z jakimś prostakiem ?
Nagle ktoś zapukał do moich drzwi.
- Nie chcę nikogo widzieć. - odpowiedziałam i znów schowałam głowę w poduszkę.
- Nawet mnie ? - odezwał się znajomy głos.
- Baltazar ? - powiedziałam nie dowierzając.
- Tak, to ja. - uśmiechnął się serdecznie stojąc w drzwiach.
- Pomóż mi, proszę. Powiedz, że jest inne wyjście z tej sytuacji. - powiedziałam błagalnie.
- Jest. - odpowiedział ciepło. - Musisz w ciągu miesiąca znaleźć idealnego chłopaka ,który jest z zamożnej rodziny. W ten sposób unikniesz ślubu z lordem. - powiedział.
- Ale jak w miesiąc mam znaleźć idealnego księcia i zakochać się w nim ? - zapytałam łapiąc się za głowę.
Baltrazar tylko wzruszył ramionami i pogłaskał mnie po plecach.
- Wiem, że potrafisz. Wiem też, że jesteś stworzona do rządzenia Anglią. Nie zawiedź nas. - powiedział cichym głosem wychodząc z mojej komnaty.
Położyłam się na plecach i próbowałam przypomnieć sobie jakiegoś godnego uwagi księcia ,z którym miałam styczność. Jednak nie znałam nikogo takiego. Żaden mi nie odpowiadał. Każdy był zakochany w sobie lub hazardzie. Nie mogłam narażać siebie ,ani państwa.
Postanowiłam nie dać za wygraną. Anglia potrzebuje godnego tronu władcy to dostanie !

* * *


* Rozdział do kitu.
* Zaraz dodam nowy na thatbeeasy
* Chciałam podziękować za komentarze !
* Kocham Was !
* Jesteście ze mną zawsze jak dobre przyjaciółki
* Założyłam dla Was specjalne gadu, na które możecie do mnie pisać i pytać o co chcecie. Mogę też z niego informować o nowych wpisach : 40310835
* 7 komentarzy = NN


Tagi: 1
07.01.2012 o godz. 12:28
- Przecież to się nie uda. - powiedziałam kiwając głową do mojej koleżanki.
- Wszystko się uda. Zgódź się. - odezwała się prosząco Megan.
- Mówię Ci, że to się nie uda. - powtórzyłam poprawiając włosy przed lustrem w szkolnej łazience.
- Ale ja już wszystko obmyśliłam. Pamiętasz ? Planowałam to od dawna. Ta mądra główka wszystko wymyśliła. - uśmiechnęłam się przekonująco i przytuliła się do mnie.
- Megan, ja nie wiem. Nie mogę narazić się rodzicom, ani mediom. - odpowiedziałam ze smutkiem. Nienawidziłam tego w swoim życiu. Po mimo tego, że nie byłam gwiazdą rocka, ani nic z tych rzeczy musiałam uważać na to co robię, mówię czyli na wszystko.
- Mam plan pałacu, rozpiski zmian strażników w środku i na zewnątrz, przygotowane ciuchy, kupione bilety a Ty chcesz zrezygnować ? - popatrzyła na mnie z wyrzutem.
- Zrozum ... - zaczęłam.
- Odpuść sobie. - rzuciła oschle i zawieszając torbę na ramieniu wyszła z łazienki.
Popatrzyłam w lustro i przyglądałam się swojemu odbiciu, w którym zobaczyłam - dziewczynę, którą największym marzeniem jest spotkanie Justina, bycie na jego koncercie.
A teraz kiedy może to wszystko mieć już za tydzień oddala się od pomysłu z przed lat, ucieka bojąc się pomyłek i gniewu matki, a także boi się być źle osądzona przez poddanych. Czy warto chodź raz postawić swoje dobro nad innych ? Żebym chociaż raz zaczerpnęłam radość z życia ?
Znałam odpowiedz. Zrobiłam to samo z moją torbą co Megan i wybiegłam z pomieszczenia rozglądając się po całym korytarzu. W kocu znalazłam ją na samym środku pod jakimś wielkim sztucznym kwiatem.
- Więc ,o której w sobotę po mnie będziesz ? - zapytałam stojąc przed nią.
Dziewczyna nie odpowiedziała na moje pytanie tylko zeskoczyła ze swojego siedziska i mocno mnie przytuliła skacząc wesoło.
- Spotkamy Justina Biebera ! - krzyknęła, co spowodowało wzrok wszystkich pozostałych uczniów skierowany na nas.
- Nie tak głośno ! - powiedziałam nadal chichocząc.

* Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z Justin Bieber. Choć nie wiedziałam, że to może być rzeczywistością. Czy Justin wyczekiwał mnie tak samo ?

5 komentarzy = NN
Tagi: prolog
06.01.2012 o godz. 19:00
* Bohaterowie pierwszoplanowi

Marina Lopez - 16 letnia dziewczyna mieszkająca w Londynie, córka królowej, jest księżniczką. Ponieważ nie ma rodzeństwa to ona ma zasiąść kiedyś na tronie i rządzić Wielką Brytanią. Jest ona dziewczyną rozsądną - wtedy kiedy musi, lecz w życiu po za pałacem z daleka od rodziców jest zupełnie inną osobą. Marina nie podoba się, że jej życie zostało z góry zaplanowane już po jej narodzinach, a ona nie ma prawda głosu. Razem z koleżanką kocha się w Justinie. Chodzi do szkoły dla księżniczek, w której nie czuje się zbyt dobrze. Ufa, że ktoś uratuje ją z tego złego snu.

Justin Bieber - 17 letni piosenkarz sławny na wielką skale światową. Nie może się pogodzić z tym, że nie ma czasu dla rodziny, przyjaciół i siebie. Jego życie jest zbudowane z koncertów, przerw, wywiadów i gali. Chłopak ma tego dosyć. Nie ma pomysłu jak dokonać przełomu w swoim życiu. Niecierpliwe czeka na początek wakacji.

Megan Whore - 16 letnia, najlepsza przyjaciółka Mariny, również jest księżniczką, ale nie kandydatką do tronu. Uwielbia Justina Biebera, którego jak sądzi kiedyś poślubi, jednak obydwie koleżanki to ukrywają i nie dzielą się tym z nikim. Tylko w swoim towarzystwie czują się wolne.

* Bohaterowie drugoplanowi

Emilia Lopez - mama Mariny. Rządzi Wielką Brytanią od śmierci swojego męża. Chora na raka, jednak nikt o tym nie wie.
Baltazar Horon - zaufany przyjaciel rodziny królewskiej.
Pattie Bieber - mama Justina.
Scooter Broun - menadżer Justina.
Jeremmy Bieber - tata Justina.
Christian Beadles - najlepszy przyjaciel Justina.

* Bohaterowie trzecioplanowi
Mandy Folks - księżniczka, która nie lubi Mariny.
Jack Good
- zakochany w Marinie chłopak. Świr :D


_______
* Nowe opowiadanie !
* Stworzona historia jest fikcją
* Dodani bohaterowie zostaną opisani
* Mam nadzieję, że się podoba
* Już jutro prolog !
Tagi: *
06.01.2012 o godz. 17:49